Zaraz po przyjeździe na studia do dużego miasta głodni wiedzy (i zabawy) młodzi ludzie szybko stwierdzają, że życie studenckie potrafi być naprawdę drogie. Wiele osób próbuje dorobić rozdając ulotki lub pracując w sklepach na pół etatu. Najbardziej pomysłowi studenci mają jednak swoje sposoby, często nie do końca legalne.

foto: Image licensed by Ingram Image
Koszty życia studenta w dużym mieście mogą być naprawdę wysokie - przykładowo we Wrocławiu poza akademikiem ciężko znaleźć lokum za mniej niż 500 zł miesięcznie. Do tego dochodzą koszty wyżywienia, podręczników, ksera, dojazdów na uczelnię i tak dalej. Wielu studentom ciężko utrzymać się z pieniędzy od rodziców czy ze stypendiów. Z drugiej strony podjęcie dorywczej pracy może dla wielu oznaczać brak czasu na naukę- i tak koło się zamyka. Jednak kreatywni studenci mogą nieźle dorobić, niekoniecznie wylewając przy tym hektolitry potu.

![]() |
» Studenci nie mają pracy czy jej nie szukają? |
Zdolni studenci często decydują się na udzielanie korepetycji. Zarobić można nieźle - w zależności od przedmiotu od 20 do 50 zł za godzinę. Godziny pracy są również bardzo elastyczne. Część żaków handluje czym się da w akademikach, jeszcze inni zatrudniają się w centrach telefonicznych na kilka godzin w tygodniu. Jednak pomysły przedsiębiorczych studentów często wykraczają poza ramy obowiązującego prawa.
Naklejki na legitymacje
Okazanie legitymacji studenckiej daje wiele korzyści - ulgowych biletów komunikacji miejskiej, zniżek w stołówkach, pizzeriach, czy sklepach odzieżowych. Osoby kończące studia często nie pogardziłyby możliwością przedłużenia okresu korzystania z rabatów. W tym celu wiele z nich w dziekanacie deklaruje zgubienie legitymacji, w rzeczywistości ją zatrzymuje, a w internecie kupuje naklejki na legitymację, aby "przedłużyć" jej ważność.
Takich ogłoszeń można znaleźć całe mnóstwo. Nabywcy powołują się na "cele kolekcjonerskie", a cena za jeden hologram waha się od 100 do 200 zł. Handluje się nie tylko naklejkami - jeden z "kolekcjonerów" wyraził chęć kupna ważnej legitymacji studenckiej. Zdecydowanie więcej jest ogłoszeń kupna niż ofert sprzedaży, można więc śmiało stwierdzić, że sprzedający nie narzekają na brak chętnych.
| Zarówno przyklejanie na legitymacji elektronicznej podrobionych hologramów, jak i posługiwanie się takim dokumentem stanowi przestępstwo dla którego art. 270 Kodeksu karnego przewiduje karę grzywny (od 10 do 540 stawek dziennych od 10 do 2000 zł), ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. |
"Lewe" zwolnienia
Z problemem fałszywych zwolnień lekarskich zmagają się nie tylko przedsiębiorcy, ale też wyższe uczelnie. Taki dokument jest bardzo przydatny, gdy student nie uczęszczał na zajęcia, a przedmiot chce i musi zaliczyć. Jeśli przedstawi takie zwolnienie, wykładowca może usprawiedliwić nieobecności lub pozwolić napisać egzamin w innym terminie. Problem w tym, że część nieobecności studentów na zajęciach wcale nie wynika z choroby - chyba że do choroby zaliczymy tak zwany "syndrom dnia poprzedniego".
Na uczelniach można znaleźć osoby, które trudnią się wystawianiem fałszywych zwolnień lekarskich. Do tego wystarczą im czyste druki i pieczątka lekarza. Bloczek zwolnień można nabyć za ok. 100 zł, pieczątkę można kupić lub wyrobić samemu - tak, aby zawierała potrzebne dane. W internecie można znaleźć dokładne nazwy chorób oraz numery identyfikacyjne i okres zwolnienia - wszystko jest wypisywane tak, aby było jak najbardziej wiarygodnie. Niektórzy lekarze również godzą się na wystawianie takich zwolnień, a cena to co najmniej 50 zł. U obrotnego studenta na pewno będzie taniej.
| Taką samą karą, jak przy fałszywych naklejkach na legitymacje, zagrożone jest również wypisywanie zwolnienia lekarskiego oraz posługiwanie się nim, jeśli zostało wystawione przez osobę inną niż uprawniony lekarz, lekarz dentysta, starszy felczer czy felczer. |
Akademik krainą alkoholu (niekoniecznie legalnego)
Każdy wie że żadna studencka impreza nie obejdzie się bez alkoholu - niestety nasz rząd próbuje to wykorzystać i podnosi akcyzę. Dużo tańszy będzie zakup trunków w akademiku. Bez problemu możemy kupić tam pół litra mocnego alkoholu, produkowanego oczywiście na miejscu, za 10 zł. Do wyboru porterówka, cytrynówka, kaktusówka i wiele innych smaków.
Produkcja takiego alkoholu jest oczywiście nielegalna. Ryzykowne jest również spożywanie takich napojów - nigdy bowiem nie można być pewnym pochodzenia składników użytych do ich produkcji.
| Wyrabianie lub rozlewanie napoju spirytusowego (gdzie alkohol stanowi więcej niż 15% objętości) bez uzyskania wpisu do odpowiedniego rejestru jest karane na podstawie art. 44 ustawy o wyrobie napojów spirytusowych oraz o rejestracji i ochronie oznaczeń geograficznych napojów spirytusowych karą grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. |
Popularna jest także dystrybucja alkoholi kupionych wcześniej w sklepie. Osoby prowadzące taki studencki "biznes" często szukają promocji (dzięki temu ceny mogą być porównywalne z tymi w sklepach nocnych) na wybrane trunki - najczęściej piwa, bo te najlepiej się sprzedają. W akademikach pojawiają się zakazy spożywania alkoholu, więc "dostawcy" przejmują ryzyko jego wniesienia do domu studenckiego na siebie. Następnie z zyskiem odsprzedają go imprezowym współmieszkańcom.
|
Sprzedaż alkoholu (zarówno legalnie kupionego jak i z nielegalnego źródła) bez wymaganego zezwolenia zagrożona jest przez ustawę o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (art. 43 ustawy) karą grzywny. Ponad to, gdy sprzedawany alkohol nie ma znaków akcyzy (np. rozlany w butelki spirytus pochodzący z przemytu) art. 63 Kodeksu karnego skarbowego przewiduje karę grzywny (od 10 do 720 stawek dziennych wynoszących od 1/30 minimalnego wynagrodzenia do 400 krotności tej kwoty) albo karę pozbawienia wolności do lat 2, albo obie te kary łącznie. Warto zaznaczyć, że kupowanie lub spożywanie alkoholu w miejscu nielegalnej sprzedaży stanowi wykroczenie zagrożone przez art. 431 ustawy o wychowaniu w trzeźwości karą grzywny od 20 do 5000 zł. |
Konsultacji prawnych w tekście udzielił Mateusz Stańczyk, prawnik w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.
Marcin Lekki
Bankier.pl






























































